KONTAKT TEAM KARAŚ WARSZAWA

Biuro czynne

Pn - Pt 09:00 - 17:00

        536 103 442

kontakt@karas-swimmingteam.pl
                             
  • Facebook - Black Circle
  • Instagram - Czarny Krąg

PARTNERZY

logo_therapy_cmyk_ver3.jpg
AkademiaPlywaniaKarasia-LogoPodst_siec.p
pobrane.png
EBC_logo-01.png
logo-ironman-inspiration-tlo-jasne.png
sf.png

Relacja po przepłynięciu Kanału La Manche

August 21, 2016

 

Dotarłem do domu, emocje już opadły, więc postanowiłem dokładnie opisać całą przeprawę.

W dniu podjęcia próby wstałem o 1:30 w nocy, aby wyrobić się na start, który odbył się o godzinie 4 nad ranem. Jak zasypiałem, myślałem o tym, jak bardzo będzie mi zimno. Czułem, że mój organizm szykuje się na ciężki wyścig. Podświadomie już zaczął się bronić. Miałem podwyższoną temperaturę ciała i czułem się rozpalony. Rozpoczęło się pechowo, czyli od informacji, że blender, z którym mieliśmy przygotowywać najważniejsze posiłki, czyli szejki, przestał działać. W początkowym planie szejka z mleka ryżowego, bananów, miodu, truskawek i płatków owsianych miałem przyjmować co ok. 1,5 h. A pomiędzy napój izotoniczny i żele. Plan był prosty: 20 min izo; 40 min żel; 60 min izo; 80 min żel; 100 min szejk i tak w kółko. Najbardziej kaloryczny miał być szejk. Niestety, brak blendera wykluczył tę opcję. O godzinie 2:30 spotkaliśmy się w porcie w Dover z naszym pilotem Eddiem Spellingiem i jego załogą i popłynęliśmy łodzią w kierunku Shakespeare Beach, gdzie odbywał się start. Podroż zajęła ok. 30 minut. W tym czasie przygotowywaliśmy się do przeprawy. Rozpoczęliśmy od oklejenia mojej głowy szarą taśma „Power
tape”, aby czepek w którym płynąłem lepiej się trzymał i nie spadał
z głowy. Następnie włożyłem zatyczki do uszu po to, aby mój
organizm utrzymywał jak najwięcej ciepła. Jak wszyscy wiemy najwięcej ciepła ucieka właśnie przez głowę. Dodatkowo zostałem nasmarowany ok. 700 g mieszanką lanoliny i wazeliny, która miała zapobiec obtarciom i również ta mieszanka miała mi pomóc w walce z zimną wodą. Dzięki pomocy Panu Romanowi Karbownikowi wiedzieliśmy, że jesteśmy dobrze przygotowani pod względem zaplecza sprzętowego, niestety pewnych rzeczy
nie można przewidzieć. Jak wcześniej wspominałem, startowałem w
ciemności, dlatego powinienem mieć dwa światełka. Jedno na głowie - miałem silikonowa lampkę do roweru, a drugie przyczepione do kąpielówek - light stick. Niestety, na łodzi wszystko nagle przestało działać... Całe szczęście, pilot miał zapasowe light sticki i dopuszczono mnie do startu.

Wiedziałem, że byłem doskonale przygotowany fizycznie i psychicznie. Bardzo często rozmyślałem i marzyłem o tym, aby poprawić Rekord Świata w przepłynięciu przez kanał La Manche. Dlatego postawiłem wszystko na jedną kartę i od początku ruszyłem dość mocno. Pierwszą przeszkodą, jaką napotkałem na swojej drodze, była ciemność. Nigdy nie pływałem po ciemku i trochę mnie to przerażało. Nie chciałem, żeby coś mnie dotykało w trakcie płynięcia jak nawet nie będę tego widział. Całe szczęście moja załoga od początku świeciła na mnie latarką i udało nam się wytrwać 2,5 godziny do wschodu słońca. Nie spodziewałem się również, że parzące meduzy będą takim problemem. Muszę przyznać, że po pierwszym poparzeniu pobudziłem się, nastąpił przypływ adrenaliny. Niestety, po drodze zrobiły to jakieś 200 razy i tylko modliłem się, aby już ich nie było. Parzyły mnie wszędzie, po twarzy, szyi, klatce piersiowej a nawet w język…
W połowie dystansu dowiedziałem się, że płynę w tempie na czas w okolicy 6 godzin i 50 minut, czyli Rekord Świata. Ucieszyła mnie ta informacja i zmotywowała do dalszej pracy. W drugiej połowie zaczęło doskwierać mi zimno. Bardzo chciałem wytrwać cały wyścig bez okazywania słabości. Przełamywałem wiele kryzysów w mojej głowie, a moja załoga nawet o tym nie wiedziała. Stwierdziłem, że jak już pęknę, to na dobre i od razu wyjdę na łódź. Ten moment nastąpił kiedy miałem już za sobą 5 godzin i 40 minut wysiłku. Było mi bardzo, bardzo zimno. Zaczęły łapać mnie skurcze z zimna. Największy problem miałem z biodrami, nogami i plecami. Musiałem się zatrzymać i rozciągnąć te mięśnie. Z zimna drętwiały mi dłonie i przechodziły mnie dreszcze. Wtedy coś we mnie pękło.. Pojawiły się łzy i ogromny strach, że jednak nie dam rady... Chciałem wyjść z wody. To był przełomowy moment. Ja się poddałem, a moja załoga zaczęła walczyć. Od razu dostałem bardzo ciepłego izostara. Następnie banana, brzoskwinie z puszki, gorącą czekoladę, a to wszystko w ciągu 10 minut. Poczułem się lepiej i wróciła pewność siebie. Niestety, nie trwało to długo. Po kolejnych 10 minutach sytuacja się powtórzyła. Bardzo szybko traciłem ciepło i zaczynałem się trząść i znowu łapały mnie skurcze z zimna. Historia ciągnęła się przez 3 kolejne godziny… Moja załoga motywowała mnie jak mogła. Ciągle pisali mi kartki, że jestem mistrzem i dam radę. Krzyczeli, dopingowali. Kłamali, że mam już niedaleko do końca, a w rzeczywistości było to kilkanaście kilometrów. Widząc to wszystko płynąłem dalej jednak w głowie miałem tylko jedną myśl: „Gdybyście wiedzieli jak ja się teraz czuję...”. Wiedziałem, że nie mogę im tego zrobić i się poddać. Dlatego nastawiłem się psychicznie na to, że może mi się coś stać i stracę przytomność. Wiedziałem też, że gdyby była potrzeba to po mnie wskoczą i uratują. Płynąc celowo nie podnosiłem głowy i nie patrzyłem przed siebie, bo bałem się, że nie zobaczę brzegu, a to zabiło by moją psychikę. Nawigowałem tylko na łódź, która płynęła koło mnie. W pewnym momencie wynurzyłem głowę i zobaczyłem w oddali brzeg Francji. Wiedziałem, że mam jeszcze kilka kilometrów. Wbrew pozorom nie zmotywowało mnie to i dalej byłem skory do wyjścia. Podobno mój wzrok był błagalny i prosił o wyjście. Nawet nie musiałem nic mówić. W końcówce prąd był tak silny, że wydawało mi się, że stoję w miejscu. Zatrzymałem się i zapytałem, czy w ogóle się ruszam, zastanawiałem się czy to ma sens. Przypominałem sobie historie pływaków, którzy potrafili płynąć kilka godzin w miejscu ze względu na bardzo silny prąd. Myślałem, że mnie też to spotkało, a ja już miałem dość zimnej wody i nie chciałem tam spędzać ani sekundy dłużej. Walczyłem dalej i pomału zbliżałem się do brzegu. W końcu zobaczyłem kartkę, że mam jeszcze 500 m do mety. Z początku nie mogłem w to uwierzyć. Podniosłem głowę i rzeczywiście brzeg był bardzo wyraźny. Łódź musiała zatrzymać się w tym miejscu a ponton doprowadził mnie do samego brzegu. Zacząłem się wtedy zastanawiać czy uda mi się wstać o własnych siłach i w ten sposób zaliczę próbę. Wyścig zakończyłem na wielkich kamieniach. Udało mi się na jednym stanąć, podniosłem ręce do góry i poczułem ulgę. Udało się! Od razu pomyślałem ,że nigdy więcej tego nie zrobię i nie chce więcej tego przeżywać. Kiedy wracałem na pontonie w kierunku łodzi czułem lekką porażkę, że poddałem się tyle razy. Wiem, że zrobiłem to tylko dzięki Emilce, Damianowi, Rajmundowi i Danielowi, którzy płynęli obok mnie na łódce i wspierali w trakcie. Bez nich nigdy bym nie dopłynął na drugą stronę. Na łodzi również panowały wielkie emocje. Kiedy stanąłem na kamieniach we Francji, wszyscy się popłakali. Ciężko jest mi to opisać słowami... aby to zrozumieć, trzeba to przeżyć.

Okazało się, że prąd był tak silny, że zniosło mnie strasznie na wschód i nadrobiłem 7 kilometrów. Ostatecznie przepłynąłem 41 kilometrów w 8 godzin i 48 minut. Średnia na każde 100 m wyszła mi 1:17. Wiedziałem, że o Rekordzie Świata nie było mowy, jednak bardzo się cieszę, że udało mi się tego dokonać. Teraz widzę, ile organizm jest w stanie znieść i ile razy można przesuwać własne granice.

Bez wsparcia poniżej wymienionych osób projekt „Wpław przez
kanał la Manche” nigdy nie zostałby zrealizowany:

Fundacja Mistral, a dokładnie rodzina Państwa Wiater, która wspierała mnie od początku mojej przygody z pływaniem długodystansowym. Gdyby nie wsparcie z ich strony, to skończyłbym trenować dokładnie 2 lata temu.
Firma Beko, która najbardziej zaangażowała się w projekt wpław przez kanał La Manche, a przede wszystkim podziękowania dla prezesa Macieja Mienika.
Toyota Bielany i prezes Pan Aleksander Kopestyński.
Osoby, które dołożyły mniejszą lub większą cegiełkę na portalu Polakpotrafi.pl

Moja dziewczyna Emilka, która przechodzi przez wszystko ze mną na co dzień i zawsze wspiera mnie w ciężkich chwilach.
V-ce Burmistrz Bielan Pan Grzegorz Pietruczuk.
Damian Rychlica za pomoc w ułożeniu planu treningowego.
Firma Agisko za wsparcie w suplementacji.
Ratownikom z Lindego i Inflanckiej – nawet chwila rozmowy przed wejściem do wody urozmaicała mój monotonny trening.
Wszystkim osobom za motywujące smsy, komentarze i wiadomości - dziękuję, że byliście ze mną.
Panu Romanowi Karbownikowi za podzielenie się swoim cennym doświadczeniem, wsparcie mentalne i nieocenioną pomoc w zaplanowaniu całej wyprawy.
Sławkowi Kłuźniakowi za zaangażowanie i wsparcie marketingowe.
Arturowi Szpilce za pomoc w nagłośnieniu projektu na portalu polakpotrafi.pl.

Nie ukrywam, że gdyby nie załoga w składzie: Emilka, Damian, Rajmund,Daniel, która płynęła obok mnie na łodzi asekuracyjnej, to nigdy nie dopłynąłbym do końca.

Autorem zdjęć jest mistrz fotografii Rajmund Nafalski/ nafalski.pl

WSZYSTKIM SERDECZNIE DZIĘKUJĘ !!

Artur Szpilka Fundacja "Mistral" Beko Agisko Polska Open Water Swimming Poland Progress Triathlon Team Toyota Bielany

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Wyróżnione posty

SwimCamp Lanzarote 7-14.03 i 14-21.03.2020

September 19, 2019

1/4
Please reload

Ostatnie posty

December 5, 2018

Please reload

Archiwum